W tym nagraniu opowiem Ci, jak nie poddawałam się w praktyce medytacji pomimo pandemii. Dowiesz się jak wyglądała moja przygoda z medytacją . Opowiem też o tym, jak ważna jest praktyka medytacji, by móc powrócic do ciała po stresie i traumie.

Zapraszam do posłuchania:

Tutaj jest wersja tekstowa, jeśli wolisz poczytac:

Dlaczego zainteresowałam sie medytacją i co z tego mam.

Jak nie poddaliśmy się i medytowaliśmy w okresie pandemii

Mój pierwszy medytacyjny live

Siedziałam przed monitorem i czułam, że moje czoło zaczynało się zraszać potem. Był początek marca 2020 roku. Wymyśliłam sobie, że nie zawieszę „Wieczorów Uważności” tylko dlatego, że ogłoszono pandemię.

Wcześniej spotykaliśmy sie raz na miesiąc na żywo, aby wspólnie pomedytować i zaczynało się to stawać tradycją. Od czasu jak zajmuję się psychoterapią, czyli to już będzie ponad dwadzieścia lat, w mojej pracy stosuję krótkie medytacje i próbuję zachęcić klientów, by uczynili z tego zdrowy nawyk.

Wiem, jak trudno jest uwierzyć, że te krótkie chwile zatrzymania mogą odmienic jakość naszego życia.

Kropelki potu powoli zaczynały spływać po czole. Zbliżała sie umówiona godzina spotkania, a ja nie miałam pojęcia, jak tworzy sie liva na Facebooku.

Wcześniej poprosiłam zaufane osoby, aby czekały przed komputerem i zareagowały tak, abym wiedziała, czy coś działa, czy nie. W pewnej chwili dostałam sms-a od jednej z nich, że utknęła na zakupach. Po chwili druga pisze, że nie ma jej w domu. Moje ciało skurczyło się, a pod czaszką stukała jedyna myśl: „Znowu jesteś nieważna.”

Miałam okazję nie poddać się i pokonać poczucie bycia nieważną

Dobrze, że jestem wytrenowana w opiece nad Wewnętrznym Dzieckiem. Kilka oddechów, urealnienie, gdzie jestem i kojące słowa do siebie pomogły.

Po chwili na ekranie pojawiło sie pierwsze „Dzień dobry!”, potem kolejne – ktoś jednak tam był i czekał i w ten sposób doszło do rozpoczęcia spotkań z uważnością prowadzonych on-line. Odtąd spotykaliśmy sie co tydzień, grupa powoli sie rozrastała. To było dla nas bardzo ważne, by w przymusowej izolacji spotykać się razem i oddychać, by mieć możliwość wymiany wrażeń na czacie.

Niektórzy wspominali, że oddech ich złościł, dla innych takie zatrzymanie się i bycie z samym sobą powodowało wręcz psychiczny ból. Jednak świadomość wspólnoty mobilizowała do zatrzymania i podjęcia ryzyka oraz sprawdzenia, czy to naprawdę pomaga i czy da się w ten sposób zmniejszyc lęk.

Tu nagranie jednego z pierwszych livów… i ciekawe komentarze. (Trzeba nacisnąc komentarze w czasie rzeczywistym).

Pandemia została odwołana. Znowu trudniej jest się nam zatrzymać. Świat nie wiadomo kiedy zaczął działać w poprzednim rytmie. Mimo to niektórzy z nas podtrzymali zwyczaj wspólnej medytacji na livie, pojawiają się też nowe osoby. Wierzę, że w ten sposób robimy coś bardzo ważnego dla siebie i dla świata.

Kiedyś zadano mi pytanie, jak ja to robię, że mi się ciągle chce? Co robię, że mam nieustający apetyt na życie. Jak nie zapomnieć o tym, że na co dzień istnieje radość, zadowolenie i szczęście? Jak nie pozwolić, by upływające dni sklejały się w szarość i smutek, a nadchodzące budziły lęk?

Takie pytania zaczęłam sobie zadawać coraz częściej, bo nie lubię się poddawać.

Przysłuchuję się, co mówi się o medytacji w sieci. Niektórzy Youtuberzy bronią jedynej słusznej, tradycyjnej drogi do oświecenia, która prowadzi przez szereg praktyk i reguł stosowanych w buddyjskich klasztorach. Inni przekonują, że medytacja to bardzo prosta sprawa. Wystarczy tylko usiąść.

Moja przygoda z medytacją zaczęła się, kiedy byłam dzieckiem.

Przygoda z moją medytacją zaczęła się, gdy była dzieckiem, chociaż wtedy tego jeszcze nie wiedziałam. Latem wgapiałam się w obłoki na błękitnym niebie, albo na kwiaty w ogrodzie. Obserwowałam źdźbła trawy, leżąc na łące i wsłuchiwałam się w tętniące w niej życie. Zimą uspokajało mnie tykanie ściennego zegara z kukułką, albo wsłuchiwanie się w swoje pulsujące ciało, a w rozgwieżdżone noce wychodziłam z ojcem na dwór, a on uczył mnie odnajdywania gwiazdozbiorów i antycznej filozofii.

Wszyscy urodziliśmy się ze zdolnością do medytacji i ona nadal w nas jest, nawet, gdy do tej pory zatrzymywaliśmy się tylko wtedy, gdy była już pora na sen.

W latach 90-tych, po otwarciu granic, do Polski zaczęli przyjeżdżać różni nauczyciele ze wschodu i zachodu. W Warszawie odbywało się wówczas wiele przedziwnych imprez (wtedy nie mówiło się jeszcze eventów). Kiedyś w weekend medytowałam z mistrzem ze wschodu. Jeden tydzień poświęciłam na poznanie Medytacji Transcendentalnej i zostałam nawet obdarowana mantrą. Nie do końca jestem pewna, czy była tylko moja, bo szeptano ją na ucho każdemu adeptowi, a że nikogo nie znałam, więc niezręcznie było pytać o to kogoś obcego. Potem w wirze życia o tym wszystkim zapomniałam.

Medytacja a życiowe kryzysy

Kiedy sięgam pamięcią, w pewnym etapie mojego życia nastąpiło absolutne zaćmienie słonecznego dnia. Po ziemi pełznął cień, wokół było ni to szaro, ni to jasno, ucichły wszelkie odgłosy, w powietrzu pamiętam absolutny bezruch. Rozlana martwota zastygła w wieczność.

Kiedy światło ponownie przebiło się ze swoim blaskiem, nic już nie było takie samo. Myślę, że większoś z nas ma tu na ziemi taki moment doświadczenia traumy. Może nawet nie jeden.

Nasza psychika pomaga nam oderwać się od czującego ciała, wypierając w podświadomość to, co mogłoby nas w tym momencie zabić, a nie zabiło. Zaczynamy ponownie żyć, tym razem w transowym tańcu, tłumiąc powątpiewające myśli, opuszczając siebie.

Na własnej terapii pamiętam swoje zaskoczenie z powrotu do zatrzymania. Wytrzymania niepokoju, kiedy zaczynałam słyszeć pulsowanie krwi i własne bijące serce. Co takiego może sie wydarzyć, jeśli na nowo obudzę w sobie potrzebę świadomego bycia? Postanowiłam pójść za głosem intuicji. Zrobiłam kurs medytacji mindfulness według Jona Kabat-Zina. Nic spektakularnego długo się nie działo. I być może nie bedzie to przez Ciebie zauważone. Może tak się stać, że ćwiczenie się w nabieraniu dystansu do swoich odczuć i myśli w końcu stanie sie dla Ciebie naturalną potrzebą i przyjemnością. Prawdopodobnie zauważysz uczucie odprężenia i wytchnienia w ciele, rozproszy się, na chwilę, mózgowa mgła.

Właściwie całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że ćwiczenie się w regularnej praktyce uważności umożliwiło mi powrót do swojego ciała, pomogło mi zaopiekować się nim we właściwy sposób, wyjść ze stanu hipnozy, ze stanu transu spowodowanego moim zaćmieniem słońca.

Zmienił się mój wewnętrzny mikrokosmos i stało się tak, jak obiecują oświeceni mistrzowie – świat na zewnątrz również sie zmienił. I to wszystko mamy w zasięgu ręki. Nie trzeba poznawać specjalnych metod, odbywać wyprawy na wschód w poszukiwaniu aszramu, nie trzeba kupować specjalnych poduszek do medytacji.

Jak zacząć – krótka medytacja dla tych, co chcą praktykowac i się nie poddać.

To, co istotne, to zatrzymać się i rozejrzeć, a potem robic to częściej, a potem, może właśnie teraz, jeśli oczywiście nie prowadzisz samochodu, zechcesz przez 30 sekund świadomie popatrzec wokół i zobaczyć:

  • Sprawdź jeszcze, czy dostrzegasz przedmioty czarne… a teraz białe?

W ten sposób masz za sobą być może Twoje pierwsze doświadczenie uważności…

Jak się teraz masz?

Jaki jest Twój oddech?

To z pozoru może byc proste, a jednocześnie okazuje się byc trudne. Dlatego warto jest poszukac kogoś, kto jest w stanie przeprowadzicć Cię przez ten proces. Warto dlatego, że w swojej pracy mogę nie raz obserwowac, jak moi klienci są zaskoczeni, że znikają migreny. Zauważają, że ustaje zalew niepokojących mysli, przestają sie pojawiać ataki paniki, nie potrzebne są leki. Co ważne ustępują zaburzenia rytmu serca, uspokajają się żołądek i jelita. Kiedy umęczone osoby zaczynały wprowadzać praktykę uważności w swoim życiu, ponury nastrój, nieustannie towarzyszący od wielu lat zaczynał byc ożywiany kroplówką dobrych chwil. Przyszłość przestała się snuć uogólnionym niepokojem, a przeszłość stawała się zaopiekowana i uzdrowiona.

Chcesz wiedzieć jak jeszcze pomagam? Zobacz tutaj!