Czasem wydaje nam się, że kiedy będziemy tacy jak… (tu wpisz wszystkich, którzy przychodzą na myśl)… to w odkryjemy skarb. Prawdą jest, że potrzebujemy kogoś, kto pokaże nam, jak żyć, kto da nam wskazówki. Jednak odwieczna prawda zaczyna się i kończy tak samo – skarb ukryty jest w nas.

Dwa sposoby na budowanie poczucia własnej wartości.

Czasami nasze starania  opanowania konieczności dnia przypominają

 doskonale działający program robota wielofunkcyjnego. Wieczorem

padamy na twarz ze zmęczenia, by wczesnym rankiem zrobić pospieszny

make–up i już o piątej rano gotować obiad na popołudnie, bo przecież trzeba

nakarmić swoich chłopaków. Jeśli w rodzinie pojawi się córka, to i tak  

zmieni tylko tyle, co nic, bo jak już zacznie interesować się kuchnią, to tylko pod

kątem własnej nieustającej diety.

A przecież mamy jeszcze własne ambicje aby gdzieś zaistnieć, wykazać się,

awansować. Nieustanna pogoń za możliwościami, jakie oferuje świat czyni z nas

mitycznego Syzyfa pchającego pod górę wielki głaz. Nasze działania okupione

są, ponadludzkim wysiłkiem.

Kiedy wreszcie coś nas zatrzyma, może choroba, strata lub kłopoty finansowe,

w naszej głowie dominować zaczyna myśl, że nikt nas nie docenia za nasze

poświęcenie i w skrytości ducha zaczynamy pielęgnować urazę, skwaszoną

córkę czarnej jak chmura depresji. To nie tak przecież miało wyglądać. Kiedy

 w dzieciństwie czekałyśmy z przejęciem w wigilijny wieczór na pierwszą

gwiazdkę wiedziałyśmy, że za chwilę zacznie się magia. A swoją drogą, czy

jeszcze gdzieś czeka się w Wigilię na pierwszą gwiazdkę?

Magia – i zezwolenie, by w nią uwierzyć – to jedna z prawdziwych radości dzieciństwa (…) W miarę dorastania poznajemy prawdę kryjącą się za tymi fantazyjnymi opowieściami i zaczynamy rozdzielać mity od rzeczywistości. W wieku dorosłym oczekuje się od nas, abyśmy obiema stopami stali mocno na ziemi, w racjonalnym świecie i całkowicie porzucili świat magii.” – pisze Ingrid Fetell Lee w książce „Joyful”

Czy Ty też porzuciłaś świat magii?

Zanim zdecydowałam się opowiedzieć swoje historie, zastanawiałam się,

co mnie niesie, by dać tu swój głos i zapraszać Cię na Drogę Uważności.

Proces twórczy jest przedziwnym zjawiskiem, trochę jak miłosna relacja,

 kapryśny, nieprzewidywalny, a nieoczekiwanie głęboko inspirujący i

zawłaszczający.

Lubię czasem posłuchać Sadhguru, indyjskiego jogina i mistyka. W

pewnym wystąpieniu powiedział on, że problemem naszym jest to, że

dostaliśmy na wyposażenie wypasiony statek kosmiczny, a nam się ciągle

wydaje, że jedziemy furmanką.

Opowiem Ci za chwilę dwie moje wyprawy, które wiązały się z

 budowaniem mojego poczucia wartości. Sama zdecyduj, czy warto

inwestować swój czas w praktykę uważności.

Historia pierwsza

Czerwiec, 2000 rok

Siedziałam w pokoju przybita i zdruzgotana. Resztki sił opuściły moje

ciało, gdyby ktoś teraz wszedł zobaczyłby kobietę wyglądającą jak zmięty kot wyjęty z wody.

Opadłam na łóżko gapiąc się w dużą szarą kopertę.

„- Co Ty sobie wymyśliłaś? Kim ty jesteś? Po co sobą zawracasz głowę?”

Takie myśli strzelały w mojej głowie. Właśnie po raz trzeci zeszłam na dół

by zapukać do redakcji „Świata Problemów” i „Terapii Uzależnień”.

Pukałam kilkakrotnie, odważyłam się nawet poruszać klamką, ale drzwi

nie ustąpiły. Osłabiona kolejną porażką wróciłam do pokoju.

„- Chyba mi rozum odjęło. Mam moją prace podyplomową,

przeprowadziłam badania o tym, w jaki sposób udział w terapii wpływa

na zmiany w postawach rodzicielskich współuzależnionych kobiet i

wymyśliłam sobie, że go zaniosę do redakcji, może ich zainteresuje.

Ale teraz już myślę, że sie wygłupię. To nie może nikogo

Zainteresować. Bo kim ja jestem? Dopiero się uczę. Zaczynam

przygodę z psychologią. Jeszcze nie mam nic do powiedzenia.”

Umniejszanie sobie spowodowało, że już nic nie miało dla

mnie znaczenia, nie wiedziałam, czy to ja tak myślę, nie wiedziałam, czy

taka naprawdę jestem bez wartości i znaczenia, czy te myśli są we mnie,

 czy obok mnie. Nie miało znaczenia całe moje wcześniejsze życie. Liczyło

się tylko to, co wyskoczyło z podświadomości, jakaś stara historia

unieważniania.

Kopanie siebie pewnie jeszcze trwałoby dłużej, gdyby nie inny, zdrowszy

głos wypracowany w terapii, stawiający mnie do pionu.

„- Może jak się opamiętasz, to zostawisz tę kopertę w recepcji. Na pewno

przekażą komu trzeba.”

W tym samym roku, w grudniu w dzień moich urodzin dostałam list z

redakcji z podziękowaniem za artykuł i moją pierwsze autorskie

honorarium.

To zmaganie się ze sobą, świadomość gdzieś w głębi duszy, że mogę się

wyłonić, zaistnieć, że wolno mi tak samo jak innym się zaprezentować

było skonfliktowane z przekonaniami wyniesionymi z domu: „Siedź w

kącie, aż znajdą cię”, „Nie przechwalaj się”, „Jak coś jest wartościowe, to

 samo się obroni.”

W taki właśnie sposób swego czasu pojechałam moją furmanką po

pewność siebie.

Historia druga

24.06.2012 rok, godzina 23.05

Pod Hotel w Warszawie podjeżdża biały samochód z napisem Polskie

Radio Trójka… Podchodzę i się przedstawiam.

„- Tak, na panią czekam – słyszę – zapraszam.”

Pan nie musiał się tak spieszyć, ale widać lubi szybką jazdę. Ulice są puste

Maszyna rusza, a przyspieszenie wbija mnie w fotel. „Oj będzie się

działo!” myślę w duchu. Uśpiona droga pozwala swobodnie płynąć po

wielkim mieście. Zatrzymujemy się na Myśliwieckiej 3/5/7, pod tym

dobrze znanym mi adresem, który niejednokrotnie słyszałam na antenie

radia. Ja tu naprawdę jestem!

Przede mną metalowo – szklana konstrukcja, śluza przypominająca

wejście na stację kosmiczną. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić,

 czy mam czekać, czy podejść do szyby. Mam wrażenie, że nie dam rady

zrobić kroku. Siłą woli zmuszam się, żeby iść, szyba bezszelestnie się 

rozsuwa. We wnętrzu siedzi portier. Znowu się przedstawiam 

jednocześnie zerkając na boki.

Po chwili w głębi korytarza pojawia się szczupła, wysportowana kobieta,

w cyklamenowych spodniach i wesołej bluzce.

Redaktor Grażyna Dobroń ma piękne, jasne, długie włosy, uśmiecha się

do mnie, zagarnia ramieniem i.. jeśli chcesz dowiedzieć, co działo się

dalej możesz posłuchać audycji, do której link znajdziesz w opisie

podcastu.

https://trojka.polskieradio.pl/artykul/633164,gdy-ludzie-kochaja-za-bardzo

Siedem lat wcześniej

W ciemną zimową noc leżałam na łóżku w ciepłym pokoju mojego

 własnego mieszkania. Nie mogłam spać, słuchałam Trójki nocą kołysana

łagodnym głosem prowadzącego spotkanie

 Zupełnie nie pamiętam, kto co mówił. Wydaje mi się, że główny

 wątek dotyczył samotności. W smolistą noc głosy z Warszawy wydały mi

się bardzo obecne, bliskie. W pewnej chwili zdawało mi się, że jestem

wśród nich, a oni tu, gdzie ja, widzę światełka nad każdym stanowiskiem

mikrofonu i gości siedzących  przy stole nakrytym zielonym suknem. Moja

świadomość zlała się z tym obrazem i odczułam nieprzeparte pragnienie,

że chcę tam być, rozmawiać i dawać innym ludziom nadzieję.

Było w tym wszystko, całe życie iskrzące refleksami światła i falujące

nieuchwytnym ruchem oddechu.

 A potem nic się nie działo i znowu nie działo się nic …

Wiosna, rok 2012

Szum silnika trochę mnie  usypiał, w tle kojąca muzyka. Jak w każdy

 wtorek jadę do pracy. Słońce nagrzewa kabinę, samochód płynnie sunie

po autostradzie.

 W pewnej chwili wytrąca mnie z letargu lubiany przeze mnie głos

 Grażyny Dobroń.

Dzisiaj w Trójce prowadzi z kimś rozmowę o trudnych związkach. Coś

mnie na tyle zafrapowało, że postanowiłam, jak tylko to będzie możliwe,

zareagować. Po powrocie do domu wysłałam maila ze swoim

komentarzem i odważnym dopiskiem: „Jeśli to, co napisałam wydaje się

Pani interesujące, zapraszam na moją stronę w Internecie.”

To było ekstremalnie dużo jak na psychoterapeutkę z niewielkiego

miasta. Ale ten wątek, uwikłanie w związki, akurat był dla mnie i

pomyślałam, że na ten temat mam już dużo do powiedzenia. Od lat

 zgłębiałam powody, które zniewalają kobiety lub mężczyzn skutecznych

 w pracy a bezradnych w toksycznych związkach.

Sama poznałam czym jest związek z niedostępnym mężczyzną. „Nawet

najzdrowszy człowiek może zacząć wątpić  w siebie, przeżywszy jakiś czas

z alkoholikiem.” Pisze Melody Beattie w książce „Koniec

współuzależnienia.” Dla wielu kobiet przegrane małżeństwo to ciągle

największa życiowa porażka, a obawa przed samotnością jest jednym z

największych lęków naszej ludzkiej natury.

Tydzień później.

Siedzę w pokoju przy komputerze i próbuję coś napisać.  W pewnej chwili

 na biurku wibruje telefon.

„- Czy rozmawiam z panią Alicją Grabską? Mówi Grażyna Dobroń z redakcji

Polskiego Radia Trójka.”

Zdumienie odebrało mi mowę.

„- Halo… – głos po drugiej stronie wybił mnie z odrętwienia.

– Tak, tak, to ja.

– Czy chciałaby pani skorzystać z zaproszenia na spotkanie, na nagranie

Dobronocki o kobietach, które kochają za bardzo. Zbliża się letnie

przesilenie i to dobry czas na porozmawianie o miłości.”

Oprzytomniałam w sekundę.

„- Bardzo dziękuję, że pani się zainteresowała. To bardzo atrakcyjna propozycja. Czy mogę się jednak zastanowić?

– Nie mam wiele czasu. Dobrze, umówmy się, że da pani znać do jutra.”

Staruszek siedział na swoim ulubionym miejscu w kuchni przy oknie. Od

lat chorował na serce. Gasł w oczach. Od śmierci mamy mieszkaliśmy

 sami. Zupełnie nie wyobrażałam sobie, jak ma sam spędzić noc.

Opowiedziałam mu o niezwykłym telefonie. Spodziewałam się, że będzie

opór. Uderzył w pieniądze.

„- Czy coś ci zapłacą?

– No nie, traktuję to raczej jak rodzaj promocji mojej marki osobistej.

– A gdzie będziesz spała?

– W hotelu.

– W hotelu?! Tyle pieniędzy! Kto za to zapłaci?

– Pytałam szefowej. Powiedziała, że zasłużyłam na premię.

– Jakiej szefowej???

– Swojej, przecież mam działalność gospodarczą.”

Jacek Walkiewicz w swojej mowie motywującej do realizacji marzeń

wspomina, że gdyby nie jego żona, nie kupiłby swojego campera. Mówił,

że ważne jest, kto nas otacza i powie: ”Po prostu zrób to i nie bij piany.”

Kiedy mamy połączenie z Wszechświatem, kiedy podążamy drogą serca –

ono zatroszczy się o resztę, jeśli tylko będziemy uważni.

Na drugi dzień potwierdziłam udział w audycji, zarezerwowałam hotel.

Zaczęłam przygotowywać się do rozmowy robiąc luźne notatki. Niepokój

o to, kto zaopiekuje się ojcem przycupnął sobie na oparciu fotela i czekał.

 Ostatecznie poproszę sąsiadkę, by mi pomogła. I tak słyszę przez ścianę,

że  buszuje po nocy.

Kilka dni później.

Wieczorem zadzwonił telefon. Moja ciocia, najmłodsza siostra mamy jest

na wczasach w Ustce i właśnie będzie wracać. Dokładnie w tym dniu,

kiedy mam nagranie w Warszawie. Opowiedziałam z przejęciem całą

historię  i zapytałam, czy mogłaby zatrzymać się u nas w drodze

powrotnej. Moi rodzice nie należeli do takich rodzin, które się odwiedzają

 i goszczą. Ciocia Ela była w zasadzie jedyną bliską nam osobą, którą

 ojciec mógł zaakceptować w domu i – o Wielka Opatrzności! –  ona się

 zgodziła!

Potem portal się otworzył i niewidzialny rękaw wciągnął mnie do swojej

przestrzeni. Jeszcze długo w drodze powrotnej, w pociągu, miałam

wrażenie, że granice między mną a światem są rozmyte. Tak pewnie

wygląda haj – głosy ludzi zniekształcone, obrazy falowały a ciało płynęło

nad ziemią.

Zakończenie.

Różnica między mną w tych historiach jest taka, że w pierwszej

pokonywałam demony, z których nie zdawałam sobie sprawy.

W dramatyczny sposób dźwigałam swoją istotę do realizacji pomysłu by się

pokazać światu.

W drugim posłałam w kosmos swoje pragnienie i potem zadziało się 

wszystko. Wystarczyło, że byłam uważna. Ta niezwykła energia zadbała o

to, by podsunąć odpowiedź na moje pragnienie, słowa, zbiegi

okoliczności, ludzi, narzędzia. Ja miałam być tylko uważna i przygotowana

do działania. Nie pamiętam myśli o tym, że nie mam wartości, nie jestem

 odpowiednia i powątpiewania, że to co powiem ma znaczenie. W żaden

sposób nie poddałam w wątpliwość swojego marzenia.

Kiedy kroczysz Drogą Uważności budujesz swoją dorosłą, odrębną,

świadomą część, która wie, że najważniejsze, co masz do zrobienia to

stać się swoim własnym przyjacielem.

Opowiedziałam Ci moje dwie przygody związane z budowaniem poczucia

 pewności siebie przy pomocy różnych pojazdów. Raz moje ciało było

zwykłą  furmanką, a drugim razem wypasionym kosmicznym pojazdem.

Medytacja, możliwie często wchodzenie w stan alfa jest początkiem, by

 nauczyć się świadomego korzystania z programu, w jaki wyposażone jest

nasze ciało. Ty też potrafisz się tego nauczyć.